Opowiadania żeglarskie

OPOWIADANIA  /  WSPOMNIENIA
 
Żeby się lepiej wczuć w żeglarską atmosferę poczytajcie wspomnienia z innych rejsów i
kursów żeglarskich :
  1. Czesiek za burtą
  2. Opowieść  ‘’Palikota’’
  3. Węzełki
 
1. CZESIEK ZA BURTĄ !!!

Spokojnie - Cześkiem nazywaliśmy koło ratunkowe gdy ćwiczyliśmy manewr podchodzenia do człowieka za burtą.
Z Cześka zawsze był ubaw, bo był z niego moczymorda i nie dał się wciągnąć na pokład :-).
Ubaw w czasie szkolenia mieliśmy też z niekończącej się na jachcie komedii słownych pomyłek.

Oto niektóre co celniejsze zwroty:
- OKO RZUĆ, KOŁO MELDUJ!!! - co było często słychać, gdy nam Czesiek wypadał;
- Palikot, teraz masz powiedzieć, KTO I CO MA CI TERAZ POSTAWIĆ ! - tymi słowy Wojtek Jakubowski
zwrócił się do Sławka, którego Palikotem nazywaliśmy, gdy ten objął ster i komendę przy odchodzeniu od kei.
- Upychaj mi tu w szparę – to z uroczej konwersacji dwóch koleżanek przy stawianiu grota;
- Uwaga, RUFA NA DZIÓB!!! - przy tej komendzie było niezłe zamieszanie wśród załogi...
- DESANT NA WODĘ!!! – ta komenda nie została przez załogę wykonana.
- FOTA SZOKA WYBIERAJ lub SZOKI FOKA LUZ.. – to chyba najczęstszy lapsus.

Na koniec jeszcze raz zacytuję Wojtka Jakubowskiego, który na zakończenie kursu trzymając mnie i moją żonę
za ręce powiedział: … przepraszam, że na początku na Was krzyczałem :-)
Fajnie było to usłyszeć od, naszym zdaniem, najlepszego instruktora.
Dziękuję i pozdrawiam wszystkich kursantów i całą kadrę instruktorską.

To napisałem ja - kursant z kursu żeglarskiego nad zalewem Sulejowskim ZARZĘCIN 2009.
Mirek W.
 

2.OPOWIEŚĆ  „Palikota ”
 
Coś Ci opowiem. Zaraz po kursie żeglarskim pojechałem ze znajomymi do Mikołajek i sam wyczarterowałem łajbę. 
To było gdzieś około 30 lipca, chyba sobota.
Ja żółtodziób ledwo po kursie, jeden koleś i trzy laski, wszyscy lewi i pierwszy raz na wodzie.
Zamiast po mniejszych jeziorkach to zachciało nam się od razu dużej wody i wypłynęliśmy na Śniardwy a tu telefon
od gościa, który nam czarterował jacht (chyba się domyślił, że jesteśmy cieńcy).
Słyszę jak mówi--- Idzie burza i macie kilka minut, żeby w krzaki spier....!!!   
No faktycznie widzę idzie chmura, ale znasz mnie, jakie tam w krzaki ja jeszcze mam czas.
No i się zaczęło, ledwie żagle pozwijałem a tu jak nie zacznie
wiać a deszcz, że na parę metrów nie widać. Szczęście, że silnik od razu zaskoczył, bo bez niego to leżymy.
Laski w kajucie upłakane po uszy, za chwile widzę jedna łajba po lewej leży, ja sam z kumplem się męczę na silniku,
fale walą, wiatr wali, a teraz znowu wiatr mi foka do góry stawia, bo się rozklarował. 
Do brzegu nie przycumujesz, bo tak huśta, krzaki pozajmowane, mówię Ci, co ja miałem. Ale dałem sobie radę.            
Po godzinie może mniej ustało, ale baby, już mi nie pozwoliły na stawianie żagli i tyle było mojego
pierwszego samodzielnego żeglowania. Wracaliśmy na silniku.
Miało być trzy dni, było pięć godzin, ale mam chyba wolną rękę,
bo żona powiedziała, że już ze mną na jacht nie wsiądzie he he he.                                                               

Za rok szukam załogi i skoczymy na Śniardwy?

Pozdrowienia. 
Sławek Świętczak  ( ksywa  PALIKOT)
Kursant z kursu żeglarskiego nad zalewem Sulejowskim ZARZĘCIN 2009
 

3. WĘZEŁKI
Węzły żeglarskie … nic prostszego. Instruktor na kursie żeglarskim pokazał i po dwóch, może trzech godzinach wszystkie umiałem.
Marudził żeby ćwiczyć, ale co mi tam, ja starym zwyczajem studenckim … zrobione, zaliczone i po egzaminie
idę na piwo.                      
Schody zaczęły się na pierwszym własnym rejsie żeglarskim.
Tak się złożyło, że armator dał nam nową kotwicę (bo na poprzednim rejsie jakiś głupek starą utopił).                                               
Musiałem sam zrobić węzeł kotwiczny …..hm…nie bardzo pamiętałem, ale przecież się nie przyznam przed załogą. Jakiś węzeł zrobiłem. Poszliśmy na wodę. Widzę wiatr tężeje, pomyślałem nie będę szarżował i zrefuję żagle.
Stanęliśmy pod wiatr, ściągamy trochę grota, chłopaki pytają jak wiązać te sznurki(refsejzingi).
Kto by tam pamiętał jak wygląda węzeł refowy.
Krzyczę żeby wiązali skutecznie i mocno żeby żagiel się na wietrze nie rozwinął.                                                       
OK, chłopaki silne to zawiązali i płyniemy. Zaczyna padać deszcz, więc zmykamy do brzegu.                 
Żagle dół, kotwicę rzuć, melduj o kotwicy, a tu kotwica nie trzyma i kumpel wyciąga
samą cumę …bo cholera rozwiązała się.                  
Pełnym gazem walnąłem w keję aż jęknęła.
Uszkodziłem dziób, straciłem kotwicę, a po burzy przez trzy godziny rozwiązywaliśmy te supły,
które chłopaki porobili przy refowaniu.
Refsejzingi namokły, spęczniały i nie dały się rozsupłać ( jeden musieliśmy ciąć).
Strach pomyśleć jakbym miał sobie zawiązać ratowniczy, czybym się przypadkiem nie powiesił.
 Idę się uczyć węzełków.
Grzegorz  ( kursant z 2006 roku)
 


 
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem