|
![]() NIEKOMERCYJNE REJSY MORSKIE
PLAN REJSU MORSKIEGO
09 - 23 Maj 2011
" Cudze chwalicie, swego nie znacie "
Takie przyjęliśmy motto na 2011 rok. Planujemy rozpoczęcie rejsu z Gdyni. Chcemy odwiedzić
dostępne dla jachtów polskie porty i zrobić krótki wypad na Bornholm, jeśli oczywiście pozwolą na to
warunki pogodowe.
1. Gdynia - Władysławowo
2. Władysławowo- Ustka
3. Ustka- Kołobrzeg
4. Kołobrzeg - Bornholm
5. Ronne Norrekas- Hastle Harn- Hammer Havn- Sanding Havn - Allinge Havn- Christianso
6. Christianso- Nexo jesli wystarczy czasu
7. Powrót do Polski
8. Darłowo - Łeba
9. Łeba- Hel
10. Hel- Gdynia
Tak się do tej pory składało, że po opuszczeniu portu macierzystego wypływaliśmy za granicę.
Pomijaliśmy porty polskie, które są warte zwiedzenia. Poza tym łatwiej jest zorganizować i rozwiązać
sprawę zaprowiantowania. Częściej możemy stołować się w nadmorskich tawernach,
Rejs rozpoczynamy w poniedziałek 09.05.2011 jachtem typu Opal o nazwie "Wars". Jacht dzielny,
drewniany, przytulny, z możliwością ogrzewania. Wygodny kambuz, duży kokpit.
Koszt rejsu ok. 2000 PLN, w tym opłaty portowe, paliwo, kojowe, pełne wyżywienie, kasa kapitańska.
W rejsie może wziąć udział 9 osób wraz z kapitanem. Posiadamy 5 wolnych koi.
![]() Kontakt: wojzmy@wp.pl
Jeśli podejmiesz decyzję o udziale w rejsie wyślij Swoje dane na podany adres, wpłać zaliczkę w
kwocie 500 zł od osoby na konto: Wojciech Zmysłowski Jana Pawła II 87a, 95-200 Pabianice
09 1050 1461 1000 0022 5337 0486
Z żeglarskim pozdrowieniem
kapitan jachtowy Wojciech Zmysłowski
REJS MORSKI 2010
Gdynia, przygotowanie do rejsu, sztauowanie.
To był piękny, spokojny rejs. W Gdyni pierwszy raz zobaczyliśmy swoje roześmiane gęby. Fakt, że kilkoro z nas
znało się wcześniej nie uchronił od niepokoju, czy się zgramy.
Po krótkim czasie przekonaliśmy się, że dobraliśmy się tak, jak w przysłowiowym korcu
maku. Jacht wymarzony, drewniany, ciepły i przytulny.
Ruszyliśmy na wyprawę, wzięliśmy kurs na Gotlandię z planem zahaczenia o Hel.
A było nas dziewięcioro: Adam, Agata, Gośka, Jagoda, Jola, Mariusz, Tadeusz, Witek i Wojtek .
![]() Na Helu postój , ostatnie dopracowanie planu rejsu , przepakowanie wszystkiego dla wygody,pierwsza kolacja,
ostatnie zakupy, ostatnia kąpiel w łazience
Przed nami długa droga na Gotlandię. Wiatr sprzyjający , płynęliśmy kursami baksztagowymi.
Zbliżamy się do Visby , stolicy Gotlandii , brzeg wysoki, odbijający promienie słoneczne złotym blaskiem ,
przyciągającym nasze spojrzenia, patrzymy z zachwytem i ciekawością, co nas tam czeka. Najmłodsi Agata i
Adaś z I wachty przygotowują cumy dziobowe.
![]() Visby , przepiękne miasteczko, położone na wysokim brzegu, otoczone gęstą zielenią, przyjazne i czyste.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wędrówki po nadmorskim bulwarze, poprzez malowniczy park , w którym
podziwialiśmy okazałe, bujne rośliny oraz ruiny fortyfikacji. Potem dzielnica mieszkaniowa pełna
miniaturowych, wręcz bajkowych domków z malutkimi ogródkami, nad którymi strzelały w górę piękne i
monumentalne wieże kościołów różnych wyznań. Centrum, jedna główna ulica bijąca w oczy przepychem
dobrze zaopatrzonych sklepów, gdzie tętniło życie miasta. Mnóstwo turystów z całego świata, wszelkich ras.
Prawdziwym celem naszego rejsu było dotarcie do Sztokholmu, dlatego z uwagi na czas, który pozostał nam
na zrealizowanie wszystkich planów byliśmy tam tylko dobę.
Wypłynęliśmy wieczorem w stronę brzegów Szwecji , za główkami portu zorientowaliśmy się, że znowu
wiatr nam sprzyjał i pędziliśmy spokojnie kursem baksztagowym. Czekały nas dwa dni w morzu. Musieliśmy
dotrzeć na czas, żeby wziąć udział w II turze wyborów na prezydenta RP w ambasadzie polskiej.
Zanim dotarliśmy do centrum miasta pokonaliśmy drogę wśród tysiąca wysp i wysepek zwanymi
szkierami omijając różne przeszkody w postaci wystających głazów, płycizn i sieci.
Dotarliśmy 2 lipca około 22.00.
Sztokholm przywitał nas grą świateł i tętniącą życiem mariną. Nazajutrz rozpoczęliśmy zwiedzanie.
Ciekawi i podekscytowani ruszyliśmy na przepiękną starówkę.
Zwiedziliśmy muzeum Vasy. Poznaliśmy historię galeonu wojennego, który nigdy nie opuścił Szwecji,
zatonął w szkierach, a miał posłużyć jako zaplecze wielkiej armii w wojnie szwedzko- polskiej. Okręt został
wydobyty w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku i przekształcony w muzeum.
![]() Cumujemy w marinie, od której do muzeum mamy dwa kroki.
Następnego dnia mamy napięty grafik. Wizyta w ambasadzie, udział w wyborach, przed nami
wyjście północne ze szkierów. W drodze powrotnej zastała nas noc, postanowiliśmy przenocować na
boi. Zrobiliśmy kolację i wieczorek z szantami. O świcie wyruszyliśmy w dalszą drogę, a że znowu
wiatry nam sprzyjały wzięliśmy kurs na wyspy fińskie do Mariehamn.
Wyspy Alandzkie to szwedzkojęzyczny archipelag wysp politycznie należących do Finlandii,
położony przy wejściu do Zatoki Botnickiej. Posiada odrębną autonomię i jest strefą
zdemilitaryzowaną, gdzie obowiązuje zakaz wszelkich manewrów wojskowych na lądzie, wodzie i w
powietrzu. Mariehamn jest jedynym istniejącym na wyspach miastem.
![]() W przyjaznej marinie można było dobrze wypić i zjeść oczywiście płacąc w euro.
Taka masa wielkich promów niejednemu spędzała sen z oczu , lawirowanie między nimi
wymagało sprawnego oka i perfekcyjnej znajomości prawa drogi, zwłaszcza w nocy dały nam
popalić.
Po krótkim pobycie na Alandach ruszyliśmy w drogę powrotną, ale że znowu wiatr nam
sprzyjał obraliśmy kurs na Lipawę, na Łotwie.
Wejście do portu jest dosyć niebezpieczne, pełne przeszkód, bo nie ma prostopadłych do lądu
falochronów, wchodzi się bezpośrednio z morza . Trzeba minąć statki obsługujące port, wielkie dragi
do pogłębiania wejścia, potem wejście na rzekę. Kończymy w marinie przed pierwszym mostem.
Pierwsze kroki skierowaliśmy na targ rybny, mieliśmy ochotę na świeże dorsze. Obiad był
wyśmienity, tylko niektórzy mocno się przy tym napracowali.
![]() W Lipawie / Liepaja/ spędziliśmy tylko kilka godzin. Jeszcze tego samego dnia obraliśmy
kurs do Polski. Przykro nam było, że to już koniec. Chwile na wodzie spędziliśmy w bardzo miłej
atmosferze. Ostatni raz spoglądaliśmy na rozkołysane morze, piękne wschody i zachody słońca.
Będzie nam brakowało blasku księżyca oświetlającego drogę, zapachu morza, wiatru i niesamowitej
ciszy zakłócanej od czasu do czasu silnikami mijających nas wielkich statków i promów. Pozostaną
wspomnienia. Naładowaliśmy akumulatory pozytywną energią potrzebną do pracy i nauki, musi
nam to wystarczyć na cały rok.
Opisała Gośka Zmysłowska
![]() Rejs morski 2009
Piracka wyspa na Bałtyku Gotlandia zajęta przez Duńczyków w XIV w. była centrum handlowym
regionu następnie przejęta przez Szwedów. Do największego miasta wyspy Visby dotarliśmy po 3
dobach. Ufortyfikowane i malowniczo położone miasto stanowiło dla nas niezwykłą atrakcję
turystyczną.
Z Visby popłynęliśmy na Olandię - drugą co do wielkości wyspę Szwecji. W/g legendy wyspa jest
pozostałością wielkiego motyla, któremu odpadły skrzydła i który to zakończył swój lot w morzu.
Nocą wpłynęliśmy od północy do Kalmaru. Pobliskie tereny były zamieszkałe już w czasach
prehistorycznych. W XVI w. Kalmar zajęty był przez wojska polskie Zygmunta III Wazy.
Wychodząc z cieśniny kalmarskiej przeżyliśmy kilku godzinny sztorm 8 - 10 B i w ciszy przed
kolejną burzą skryliśmy się w Karlskronie.
Miasto leży na kilkudziesięciu wyspach archipelagu Blekinge na skalistym , północnym wybrzeżu
Morza Bałtyckiego. Sztorm zatrzymał nas w porcie blisko 3 doby, a w porcie, jak to w porcie. Kto był,
to wie, a kto nie był, to warto przeżyć choćby granie na pilersie.
Z Karlskrony przy silnym jeszcze wietrze, ale już słabnącym 6 - 7 B. Popłynęliśmy na duńską
"Diabelską wyspę" Christianso, czyli miejsce zsyłki dla najgroźniejszych przestępców i więźniów
politycznych XVIII w.
Więzienie zlikwidowano w połowie XIX w., by zapobiec wyludnieniu wyspy. Zaczęto wówczas
ściągać rzemieślników i rybaków, którzy zamieszkali w dawnych koszarach. Administracja wyspy
podlega jednak po dziś dzień duńskiemu ministerstwu obrony. Niespotykana fauna, flora, przyroda
oraz malowniczość miejscowej zabudowy, pozostałości dawnych fortyfikacji i wyjątkowy charakter
wyspy przyciągają wielu turystów i żeglarzy.
Rejs zakończyliśmy w Górkach Zachodnich wchodząc do portu jedynie na samym foku, gdyż
brakło nam paliwa, a warunki wietrzne nie pozwalały na postawienie grota / 7 B. od rufy /.
Wzajemna życzliwość i niezwykle sympatyczna atmosfera w trakcie rejsu pozwala zaliczyć go do
wybitnie udanych. Wszystko to sprawili oczywiście uczestnicy rejsu w liczbie 7 osób. Marzeniem
chyba każdego kapitana jest, aby na każdym rejsie było tak miło. Dziękuję całej załodze. Jesteście
wielcy.
Wojciech Zmysłowski
: : : Z D J Ę C I A - R E J S Y - M O R S K I E: : :REJSY MORSKIE |
© 2008 webmaster |
|